Navigation Menu

Dlaczego krawat dobrany do sukienki to zły pomysł?


Panuje dziwne przekonanie, że krawat powinien być dobrany kolorystycznie do sukienki partnerki, co gorsza nawet do jej dodatków. Co za bzdura! Nie wiem czemu to zjawisko jest nadal tak popularne, a faceci grzecznie chodzą ze skrawkiem materiału w ręku i szukają bezowocnie infantylnego koloru krawata.

Przez lata mojej pracy w sklepie były momenty, że ręce po prostu opadały. Nigdy nie zapomnę jak dobierano szmaragdowy krawat do kryształków na damskich butach lub do szafirowych kolczyków partnerki. Wszystko wydaje się łatwe, jednak w rzeczywistości jest bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać. Pary, aby znaleźć odpowiedni odcień krawata potrafią spędzić w centrum handlowym kilka godzin, wędrując od sklepu do sklepu (najlepiej jakby sprzedawano sety - sukienka + krawat w zestawie). Zazwyczaj mężczyzna nie ma nic do powiedzenia, tylko grzecznie przytakuje robiąc dobrą minę do złej gry. Pierwsze skrzypce gra tutaj partnerka, dziewczyna, małżonka, która misternie dobiera kolor zbliżając krawat do sukienki. "Nie, ten za jasny", "Ten zdecydowanie za ciemny", "A ten byłby idealny, gdyby nie kropki" - uwierzcie mi, można się nasłuchać. Moda na taki dobór jest wciąż żywa, a sprzedawcy zacierają ręce, ponieważ tylko w takich sytuacjach są w stanie sprzedać różowe, brzoskwiniowe lub miętowe krawaty. 

Prawda jest taka, że krawat ma pasować tylko i wyłącznie do garnituru. Ma być spójny z koszulą i dodatkami, takimi jak np poszetka. To wszystko tworzy całość męskiego wizerunku i to mężczyzna ma się czuć komfortowo w ubraniu, które ma na sobie. Etykieta nie wspomina nic o tym zwyczaju przy doborze dodatków do garnituru. Wiecie - to tak samo jakby kobietom nakazano wybierać sukienkę w kolorze poszetki lub krawata mężczyzny. Ciągle się dziwię, jak to możliwe, że rośli faceci dają sobą tak dyrygować, a co gorsza nie znają podstawowych zasad doboru formalnych części garderoby. Krawat w jednakowym kolorze jak sukienka wygląda infantylnie, rzuca się w oczy i wręcz krzyczy "mój ci on"! Rozumiem, że takie zaznaczanie swojego związku sprawdza się podczas mocno zakrapianego wesela, kiedy łatwiej siebie znaleźć po paru głębszych, ale na litość - mężczyzna to mężczyzna, a nie dodatek do sukienki!

Wyobrażacie sobie turkusowy krawat u Billa Clintona lub Księcia Karola z różowym? Raczej nie.
A co miałby powiedzieć John Kennedy?





Takim zestawom mówię stanowcze nie:



1 komentarz:

  1. Bardzo interesujący post, zawsze mnie zastanawiało skąd wziął się ten kolorystyczny zwyczaj :)

    OdpowiedzUsuń

Follow @ myanatomyoffashion