Navigation Menu

Second hand? Jak najbardziej!

Jakiś czas temu jeden z moich znajomych upierał się ze mną, że za żadne skarby nigdy nie wejdzie do lumpeksu. Na pytanie "dlaczego?" odpowiedział, że "na bank nic tam nie znajdzie, a poza tym są to rzeczy stare, noszone i śmierdzące". Powiedziałem mu, że "znajdź wolny dzień, pójdziemy do tych, w których często coś znajduję i wtedy jeszcze raz odpowiesz mi na to pytanie". Poszliśmy, kupiliśmy a on zmienił zdanie.
Wiele razy w Warszawie chcąc wstąpić do "ciucha" mówiłem "nie, dziękuję" patrząc na cenę jaka znajduje się na witrynie. 69 zł? 89 zł? A nawet 120 zł? Jak dla mnie to żart i to niesmaczny. Ale rozumiem, że za miejsce w centrum się płaci. Dlatego też tam nie chodzę. Omijam z daleka. Często znajduję ciekawe rzeczy na ul. Żelaznej, na Kabatach lub w innych miastach niz Warszawa. Gdy wybieram się do znajomych to stałym punktem jest odwiedzenie najlepszych second handów.
Kiedyś myślałem sobie "boże co za obciach. Jak można w ogóle nosić rzeczy, które miały już właściciela", poza tym przerażał mnie widok - stosy ubrań w specjalnych kontenerach, wszystko na wagę. Dużo się od tego czasu zmieniło. Zmieniło się też moje podejście. Nie wyobrażam sobie na chwilę obecną nie kupować w "ciuchach"! Połowa mojej garderoby obecnie pochodzi z lumpeksów. Wszystkie jeansowe kurtki i koszule są wlaśnie stamtąd. Kupione za grosze. Za symboliczną złotówkę, dwa lub pięć. To żaden majątek, a jaka frajda.
Zakupy w second handzie to najlepsze zakupy mogą być. Dlatego też aby były udane nigdy nie mam celu: koszula, spodnie, kurtka. Idę i oglądam. Jak coś znajdę to fajnie. Nie, to trudno. Nidgy nie zakładam konkretnego planu, ani nie szukam konkretnej rzeczy. Bo nigdy takiej nie znajdę. Przeszukuje wszystko. Wszystko dotykam i oglądam. Wśród lumpeksowego ścisku wiele rzeczy jest ukrytych. To jak z książką - nie oceniaj po grzbiecie. Znajduję naprawdę ciekawe rzeczy. Mam pewność, że drugiej takiej nie mają moi znajomi, a po przeróbce wszyscy będą mi jej zazdrościć. To jest plus - rzeczy jest mało, są unikatowe i jedyne w swoim rodzaju. Nie lubię przepłacać, ani wydawac fortuny na ubrania. Nigdy nie należałem do osób, które porządały nie wiadomo jak drogich ubrań. Dla mnie nie liczy się metka. W lumpeksach fajne jest to, że idąc nigdy nie wiesz co znajdziesz. Czy wyjdziesz z kolejna kataną, koszulą czy też wyhaczysz plecak starszy od siebie. Gdy ktoś obserwuje mojego bloga to może tez zauważyć, że w wiekszości stylizacji wykorzystuję ubrania z second handu i wcale nie są to poniszczone, wymiętolone i brudne ciuchy - wręcz przeciwnie. Second hand to w moim przypadku nałóg, skok adrenaliny i próba wytrwałości. Na pewno polecam wszystkim, bo da się. Da się wyglądać fajnie, nie płacąc fortuny :).


A czy Wy kupujecie w second handach?
L.

4 komentarze:

  1. oczywiście że tak, można znaleźć perełki za grosze! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram Cię w 100 %, połowa, jeśli nie większość mych ubrań jest z second handu... Jeśli się umie i lubi 'polować' to można stać się posiadaczem bardzo unikatowej rzeczy za przysłowiowe grosze :) A zauważyłam, że nie każdy ma do tego smykałkę. Widać, że również jesteś 'poszukiwaczem i odkrywcą'... Wypad do 'lumpa' to zawsze jakaś przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie w Warszawie sa Twoim zdaniem najlepsze lumpeksy? ja lubie te na Pradze, bo są dosc tanie i jest ich tam sporo blisko siebie. Masz jakies, które mozesz polecic? :)

    OdpowiedzUsuń

Follow @ myanatomyoffashion